Astra J OPC – dobrze, choć można lepiej.

Przeglądając najnowsze wydanie tygodnika „Motor” natrafiłem na test ostatniej Astry w topowej wersji OPC. Jako posiadacz starszego i bardziej przyziemnego modelu tego auta zawsze marzyłem o przesiadce do sportowego kompaktu właśnie spod znaku Adama Opla. Chociaż jestem przekonany, że w latach 90-tych ubiegłego wieku japońska myśl techniczna biła na głowę europejską, to wydaje mi się, że w chwili obecnej na starym kontynencie produkuję się całkiem niegłupie auta, nazwijmy to „klasy GTI”. Co mnie przekonuje do wspomnianej OPC? Głupio się przyznać, ale wygląd. No jest ładna.

Moim zdaniem konstrukcja auta o naturze sportowej z założenia powinna być prosta. Nie tylko dlatego, żeby przez cały czas odczuwać ten „sport” na tyłku. Również ze względu na awaryjność przeróżnych wynalazków. Nie oszukujmy się, braku większości z nich przeważające grono kierowców nawet nie zauważy.

Mam tu na myśli np zmianę koloru podświetlenia po włączeniu trybu OPC. Ba, nawet sam włącznik trybu OPC, który utwardza zawieszenie i przełącza mapę silnika na bardziej agresywną. To drugie może być całkiem przydatne, jeśli umieścimy tam swoje hardcorowe ustawienia, które nie będą nadawały się do jazdy na co dzień. Zawieszenie w tym przypadku to już przerost formy nad treścią.

Kontynuując nawiązanie do aut japońskich: Honda Civic 4 generacji sprzed 21 lat miała z tyłu niezależny pojedynczy wahacz. Tymczasem Astra OPC, która posiada elektroniczną regulację twardości oraz przednią kolumnę HiPerStrut tylną oś opiera na belce skrętnej! Ponadto sprężyny w porównaniu z uboższymi wersjami są krótsze o bagatela 10mm!

Na plus zdecydowanie zaliczam wyłącznie manualną skrzynię biegów. Gdyby kiedyś było mnie stać na używany egzemplarz nie musiałbym przebierać spośród szpanerskich DSG. W zakrętach bardziej niż magiczne zawieszenie HPS pomaga mechanizm różnicowy o delikatnie zwiększonym tarciu. Już na wyjściu z wirażu pojawia się jednak największa zaleta OPC. Jest to turbodoładowany silnik dysponujący mocą 280 KM i momentem obrotowym w wysokości 400 Nm, który jest dostępny już od 2500 obr/min.

Jako, że nie miałem nigdy do czynienia z podobną katapultą odsyłam Was do filmu. Moim zdaniem robi wrażenie.

Astra J OPC to bez wątpienia ekscytujące i jak już wspomniałem bardzo ładne auto. Cieszy jeszcze większa moc i mała szpera. Akceptuję nawet system „start stop”, który przecież w niczym nam nie wadzi, a oszczędzi te 2-3 zł na 100 km. Nielogiczna jest natomiast oszczędność kosztem zawieszenia na rzecz gadżetów o fajnych nazwach, które podobnie jak o 10mm krótsze sprężyny mają wyłącznie za zadanie napawać dumą swoich właścicieli.

 zdjęcia: automobilesreview.com

Autor: Marek Starzyński

Na co dzień jeżdżę autem bez klimatyzacji, tapicerki i wygłuszeń, za to z klatką i ciasnymi kubełkowymi fotelami. Dla mnie motoryzacja to jest właśnie ten kawałek blachy na drzwiach i trytka trzymająca zderzak. Dla mnie motoryzacja to rajdy, czyli nas dwóch w kaskach. Nie silnik, który klęknie, nie zderzak, który się urwie. To jest ten moment, kiedy dajesz z siebie wszystko.

Jedna myśl na temat “Astra J OPC – dobrze, choć można lepiej.”

  1. Ale po co projektować zawieszenie wielowahaczowe skoro belka się sprawdza?
    Wielowahacz nie musi być wcale lepszy, a hothatch ma być szybki i tani.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.