Robert Kubica ucisza malkontentów

W ubiegłym tygodniu naszym krajem wstrząsnęła plotka, jakoby jedyny polski kierowca Formuły 1 po 1,5 rocznej przerwie miał wrócić do uprawiania sportów motorowych. Jego celem miał być Ronde Gomitolo di Lana – impreza o charakterze lokalnym, gdzie Krakowianin planował wystartować Subaru Imprezą S12 w specyfikacji WRC.

Faktycznie chociaż nikt o tym wcześniej nie słyszał Robert Kubica znalazł się w piątek na odbiorze administracyjnym rajdu, przejechał przez rampę startową a następnie pokonał krótki odcinek testowy. Już wtedy mówiło się, że to będzie wielki powrót, że nikt nie ma z nim szans. Miał to ponadto być jego debiut w aucie klasy World Rally Car, więc presja była olbrzymia.

Spod znaku plejady.

Nikt nie wspomniał dlaczego jego wybór padł akurat na to auto. Wszyscy dziennikarze podkreślali, że to najwyższa półka i że będzie za jego pomocą walczył o najwyższe lokaty. Na szczęście każdy średnio rozgarnięty fan rajdów wie, że WRC sprzed 6 lat jest konstrukcją tak przestarzałą jak kanapka z piątku i na bieżąco update’owane samochody klasy S2000 wciągają takie wurce przez kratkę w zderzaku. Nie o to chodzi, żeby wypożyczać stare auta.

Otóż Impreza Roberta jak każda w tej specyfikacji i z tych lat nie posiadała wielkiej dźwigni do wbijania biegów umieszczonej z prawej strony. Podobną zresztą mają nowe WRC i wszystkie S2000 oraz S1600 z Renault Clio Kubicy włącznie. Fortel polegał na tym, że Subaru ma małą łopatkę umieszczoną tuż za kołem kierownicy, która służy do zmiany biegów bez odrywania rąk od wolantu. Dzięki temu mechanicy Krakowianina mogli ją bez problemu odwrócić, co umożliwiło kierowcy zmianę przełożeń przy użyciu lewej ręki. VOILA!

„Po co mu te rajdy, czy mu rozum odebrało?”

Z tak przygotowanym samochodem oraz milionami kibiców za plecami to musiało się udać! Niespodziewany powrót to jednak zdecydowanie za mało, żeby zyskać sobie poparcie rodaków, którzy należą do najbardziej pamiętliwej i zrzędliwej nacji na świecie. Większość cieszyła się, że Robert postanowił  nie zardzewieć do końca i nie dać się zwariować nękającym go kilka razy dziennie terapeutom. Motorsport to jego pasja, on musiał to zrobić. Pojawiła się też grupka fanów, którzy dawali do zrozumienia, że ich pasją jest oglądanie Grand Prix przy niedzielnym obiedzie i oni nie życzą sobie, żeby były kierowca Renault się tak narażał. To groziło przecież kolejnym sezonem schabowych bez Polaka na ekranie, a na to sobie pozwolić nie możemy.

Kubica Show.

Odnośnie samych mediów to ich postępowanie potępiam kiedy tylko mam okazję i tym razem nie omieszkam trochę ich zganić. Wszyscy oczywiście pamiętamy, że ich praca polega na przyciąganiu odbiorców, ale czy uprawiane przez dziennikarzy manipulacje są na miejscu?  Po tym jak w sieci pojawił się sobotni wywiad z Robertem przeprowadzony przez pewnego włoskiego dziennikarza dotarły do mnie liczne zapowiedzi, które podobno padły z ust samego zainteresowanego. Co prawda pracowałem kiedyś w jednej z gdańskich pizzerii, ale nie posługuję się włoskim na tyle biegle, żeby móc to zweryfikować.

Pomijam już zapowiedzi dotyczące wałkowanego przy każdej okazji powrotu do Formuły 1. Bardziej zainteresowała mnie wiadomość o jego planowanym sezonie Rajdowych Mistrzostw Świata 2013 w fabrycznym teamie Volkswagena!!!!!!!!! 

Przecież to oczywiste – Robert zdążył się oprzeć o starego wurca i już stał się potencjalnym protegowanym Carlosa Sainza. Jeśli potraficie to skomentować, to zapraszam do dyskusji, bo ja nie mam na to słów;D

Kamień z serca.

Podczas niedzielnego rajdu Kubica był najszybszy na wszystkich czterech odcinkach specjalnych, dzięki czemu wypracował sobie minutową przewagę nad następnym w klasyfikacji Omarem Brego w Mini WRC. Podium uzupełnił Pierfranco Uzzeni za kierownicą Imprezy S14 WRC. Pozostałe wyniki znajdziecie na pod linkiem.

Cieszy fakt, że nasz kierowca mógł pierwszy raz od długiego czasu poczuć smak zwycięskiego szampana. Jak sam przyznał odzyskał trochę pewności siebie i uwierzył, że rehabilitacja ma sens. Przypomniał po co robi to wszystko i jaki jest jego cel. Już w tym tygodniu zmierzy się z najlepszymi kierowcami Włoch w kolejnej rundzie mistrzostw kraju – Rally San Martino.

Skoro ten wpis przesiąknięty jest egoizmem, to pozwolę sobie być niepoprawny i życzyć Robertowi żeby już nigdy nie powrócił do najwyższej światowej ligi bufonów. Żeby ścigał się z normalnymi ludźmi, pożyczał od nich części, opony i do białego rana świętował ukończone rajdy. Żeby urywał zderzaki, łapał kapcie i gubił plomby na hopach. Żeby do późnej starości latał bokami,

a on już zrobi jak uważa.

 

 

fot: autoklub.pl

Autor: Marek Starzyński

Na co dzień jeżdżę autem bez klimatyzacji, tapicerki i wygłuszeń, za to z klatką i ciasnymi kubełkowymi fotelami. Dla mnie motoryzacja to jest właśnie ten kawałek blachy na drzwiach i trytka trzymająca zderzak. Dla mnie motoryzacja to rajdy, czyli nas dwóch w kaskach. Nie silnik, który klęknie, nie zderzak, który się urwie. To jest ten moment, kiedy dajesz z siebie wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.