Tragiczny wypadek na Targa Florio

Pierwszy wpis na blogu musi być powitalny, powinienem napisać parę słów o sobie i na jaki temat mam zamiar się produkować. Niestety zdarzenia z dnia wczorajszego zmusiły mnie do przełamania tego schematu. Obiecuję, że za kilka dni przedstawię Wam swoją historię życia, tymczasem piszę krótko „Cześć” i przechodzę meritum, a nie są to sprawy łatwe.

W dniu wczorajszym podczas piątej eliminacji cyklu Intercontinental Rally Challange – Rajdu Targa Florio rozgrywanego na Sycylii doszło do tragicznego wypadku. Peugeot 207 S2000, którym jechali Craig Breen i Gareth Roberts uderzył przy dużej prędkości w barierę ochronną. Miało to miejsce na szybkiej, wybijającej partii. Bariera wbiła się w samochód, w wyniku czego załoga odniosła poważne obrażenia. Niestety siedzący na prawym fotelu 25-letni Gareth zmarł w drodze do szpitala.

od lewej: Craig Breen, Gareth Roberts

Wypadek ten był łudząco podobny do wypadku Roberta Kubicy, który miał miejsce również we Włoszech. W takich sytuacjach człowiek stara się obarczyć kogoś winą za wypadek. Tylko kogo? Kierowcę, organizatorów, a może sycylijską mafię, bo nie finansuje remontu dróg w swoim regionie?

Żebyśmy mieli jasność – IRC to jeden z najlepszych rajdowych cykli na świecie, a Craig i Gareth nie byli z pierwszej łapanki. Wspomniana załoga w ubiegłym sezonie ze sporą przewagą wygrała Akademię WRC, a w tym roku była liderem SWRC (Super 2000 WRC). Na Sycylię przyjechała tylko dla treningu. Dla takich zawodników nie ustawia się szykan, nie spowalnia się tras, bo oni jadą wszystko na limicie. Tutaj nikt nie zwalnia przed wybiciem. Zaciska ręce na kierownicy i czeka na reakcję auta.

Jakiś miesiąc temu startowałem jako pilot na KJSie, którego trasa prowadziła po starym lotnisku w Kopaniewie k. Lęborka (woj. Pomorskie). Dyrektor rajdu – Maciek Chmielarz (AK Morski) podczas odprawy wspomniał amatorski rajd na zachodzie Europy. Załoga całkiem nowego Clio uderzyła w słup. Cały incydent skończył się niestety tragicznie. Maciek skończył słowami: „zdejmijcie nogę z gazu”.

To naprawdę przygnębiające, kiedy zawodnik ginie w czasie zawodów. Tym bardziej, kiedy jest młody i bardzo obiecujący. Źle się również złożyło, że taki musiał być mój pierwszy wpis. Niestety – takie są rajdy.

 

Autor: Marek Starzyński

Na co dzień jeżdżę autem bez klimatyzacji, tapicerki i wygłuszeń, za to z klatką i ciasnymi kubełkowymi fotelami. Dla mnie motoryzacja to jest właśnie ten kawałek blachy na drzwiach i trytka trzymająca zderzak. Dla mnie motoryzacja to rajdy, czyli nas dwóch w kaskach. Nie silnik, który klęknie, nie zderzak, który się urwie. To jest ten moment, kiedy dajesz z siebie wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.